Mówi się, że prawdziwy szaman nie uczy się z ksiąg, tylko z milczenia między uderzeniami serca. Zna dźwięk ziemi, gdy ta oddycha pod śniegiem, i potrafi odróżnić płacz człowieka od płaczu drzewa. Nikt go nie wybiera – to duchy wybierają jego. Czasem przez chorobę, która niemal zabija ciało, ale otwiera oczy duszy. Czasem przez błyskawicę w snach, po której człowiek już nigdy nie śpi tak samo. Stare szeptuchy mówiły, że jeśli ktoś wrócił z granicy życia i śmierci z pieśnią na ustach – to znak, że został dotknięty świętym ogniem.
W dawnych wioskach szaman był jak most. Między ludźmi a duchami, między światem widzialnym a tym, którego nie da się dotknąć. Kiedy dziecko chorowało, nie leczył tylko ciała – wchodził w trans, by znaleźć utraconą część jego duszy. Mówiono wtedy: „Poszedł po cień dziecka.” I jeśli wracał z pieśnią, to znaczyło, że dusza wróciła razem z nim.
Pewnego razu, mówi stara opowieść z Syberii, młody szaman imieniem Amgan zszedł w ciemność, bo w jego wiosce ludzie przestali śnić. Mówił, że duchy odwróciły się od nich, bo zapomnieli dziękować za życie. Trzy noce leżał w śniegu, drżąc, aż wilki przyszły i otoczyły go kręgiem. Nie ugryzły go, tylko śpiewały niskim, gardłowym głosem. Gdy się obudził, wiedział, że dostał dar – głos, który potrafił przywoływać sny. Od tamtej pory, gdy wioska spała bez marzeń, Amgan bił w bęben, a sny wracały jak ptaki na wiosnę.
Szamani zawsze wiedzieli, że światło i cień to nie wrogowie, tylko dwoje kochanków, którzy tańczą od początku czasu. Że w każdym człowieku mieszka duch i zwierzę, i tylko ten, kto zrozumie oboje, może naprawdę uzdrawiać. Dlatego szaman nigdy nie walczy ze złem – on z nim rozmawia. Pyta, czego chce nauczyć. I dopiero wtedy przychodzi równowaga.
Dzisiejszy świat lubi tytuły, dyplomy, warsztaty z „mocy szamańskiej”. Ale prawdziwy szaman nie potrzebuje plakietki. Jego świątynią jest las, jego nauczycielem – ogień, a jego bęben to serce Ziemi. Idzie nocą, kiedy inni śpią, i wraca o świcie, gdy świat dopiero zaczyna oddychać.
Mówi się, że jeśli w nocy usłyszysz bęben z głębi lasu, nie bój się. To nie duchy idą po człowieka. To szaman wraca z cienia, niosąc w dłoniach światło, żeby znów mógł wstać dzień.