Nie jestem Bogiem, jestem tarocistką. Moje dłonie znają chłód kart lepiej niż niejedno ludzkie serce, a mimo to za każdym razem, kiedy je rozkładam, czuję to samo drżenie niepewności. Bo tarot nie mówi „tak” ani „nie”, nie składa obietnic i nie kładzie pieczęci losu. On tylko pokazuje ścieżki, a to, którą człowiek wybierze, należy już do niego. Karty są jak lustro, w którym odbija się energia chwili – jeśli spojrzysz z lękiem, zobaczysz cień, jeśli z nadzieją, światło. Dlatego gdy ktoś prosi mnie o wróżbę, nie daję mu wyroku, tylko opowieść o możliwościach. Nie da się wróżyć komuś, kto oddał wolną wolę w cudze ręce (to znaczy: kto nie chce już sam podejmować decyzji i czeka, aż ktoś inny przeżyje za niego jego życie), bo wtedy tarot milknie, jakby wiedział, że patrzy w puste oczy. Nieomylnych wróżek nie ma, są tylko ci, którzy uczą się słuchać subtelnych szmerów między słowami, drgań między kartami. Czasem mylę się, czasem nie rozumiem, czasem czuję więcej, niż potrafię wypowiedzieć – i w tym właśnie jest prawda mojego rzemiosła. Tarot nie jest dowodem, tylko rozmową z energią, która płynie przez nas wszystkich. Gdy człowiek pyta, ja słucham – nie jego słów, lecz tego, co ukryte w ciszy. Bo wróżenie to nie sztuka przewidywania, tylko sztuka rozumienia. A każda odpowiedź, nawet jeśli przychodzi przez karty, zawsze należy do tego, kto o nią poprosił. To samo dotyczy szeptania. Nie jestem Bogiem, gdy szeptam nad czyimś losem, jestem tylko przekaźnikiem dobra, które proszę, by odnalazło drogę. Moja moc nie płynie z czarodziejskiej magii, ale z wiary, że ludzkie serce może się oczyścić, jeśli ktoś je wysłucha i pobłogosławi. Gdy mówię modlitwy, gdy tkam słowa między oddechami, proszę o równowagę, o światło, o spokój. Ale jeśli człowiek nie wierzy, jeśli zamyka się w sobie jak w szklanej butelce (czyli nie dopuszcza do siebie pomocy, światła ani uzdrowienia, bo trzyma się bólu lub zwątpienia), moje szeptanie nie ma jak dotrzeć. Nie wejdę przez zamknięte drzwi, choćbym stała u progu z najczystszą intencją. Szeptucha nie czyni cudów – ona tylko pomaga przypomnieć sobie, że one są możliwe.
Ku przestrodze wszystkim, którzy szukają u wróżki gotowych odpowiedzi – tarot nie odbiera człowiekowi wolnej woli, tylko ją przywołuje. Pokazuje, dokąd prowadzi dana ścieżka, ale nigdy nie zmusza, by nią iść. Wróżka nie powinna decydować za nikogo, a ten, kto pyta, nie powinien oddawać w jej ręce swojego losu. Bo magia, jeśli jest prawdziwa, nie ubezwłasnowolnia – przypomina, że każdy z nas jest współtwórcą swojego życia.