Noc Kupały

Noc Świętojańska — szept prastarej ziemi

Dawno, dawno temu, gdy ludzie słuchali lasu, a ogień był święty, nasze prababki schodziły nad rzekę z wiankami z ziół i kwiatów.

Nie robiły tego dla zabawy. To był szept do losu, modlitwa złożona wodzie i niebu.

Macierzanka, rumianek, dziurawiec, krwawnik, dzika róża — każda roślina miała swoje słowo, swój czar.

Szeptucha, ta która znała mowę ziemi, mówiła:

„Niech woda poniesie, niech ogień oczyści,

niech to, co moje, wróci, co obce, odpłynie.”

Wtedy dziewczęta puszczały wianki z zapalonym płomieniem i patrzyły, jak tańczą po wodzie.

Jedne płynęły prosto — i wiedziano, że szczęście już idzie.

Inne gasły lub wirowały w miejscu — i to był znak, że serce musi jeszcze poczekać.

Mężczyźni stali przy ogniu, przeskakiwali przez płomienie, śmiali się, śpiewali, ale w ich oczach było coś z dawnych wierzeń — że w tej nocy nie tylko ludzie są obecni. Bo dusze przodków też schodzą do wody, żeby zobaczyć, czy jeszcze ktoś pamięta, jak się prosi o błogosławieństwo nie słowem, lecz gestem.

Mówią, że kto w tę noc znajdzie kwiat paproci, ten znajdzie też samego siebie. Ale tylko ten, kto nie szuka dla chwały, a z sercem czystym jak źródło.

Bo Noc Kupały to nie święto — to spotkanie.

Ognia z wodą. Człowieka z ziemią. Kobiety z jej własną magią.

To chwila, gdy świat przestaje być rozdzielony na żywych i zmarłych, na sacrum i codzienność. Wszystko staje się jednym wielkim tchnieniem życia.

I jeśli tej nocy usłyszysz coś w szumie wody — nie bój się.

To tylko ziemia przypomina ci, że jesteś jej dzieckiem.