W starych podaniach mówiono, że ten, kto znajdzie koniec tęczy, dostanie nie tylko złoto, ale i odpowiedź na wszystkie pytania świata. Szukali go królowie, żebracy, dzieci i magowie – każdy biegł za tym świetlistym łukiem, aż zrozumiał, że tęcza nie ma końca. Że jest jak życie – zaczyna się w deszczu, kończy w świetle, a potem znowu wraca do deszczu. W rzeczywistości garniec nigdy nie był z metalu. To było serce człowieka, które po burzy napełnia się światłem. Gdy patrzysz na tęczę, widzisz swoje własne kolory – to, co już w tobie istnieje: czerwony od odwagi, niebieski od spokoju, zielony od nadziei. Każda barwa to fragment twojej duszy, odrodzony po ciemności. Stare czarownice mawiały: „Nie biegnij za tęczą, stań w jej świetle.” Bo kiedy przestajesz gonić i pozwalasz, by światło przeszło przez ciebie, wtedy naprawdę znajdujesz skarb. I nie jest nim złoto, tylko spokój. A ten, kto zrozumie tę prostą prawdę, już nigdy nie pyta, gdzie kończy się tęcza. Bo odkrywa, że to on sam jest jej początkiem i końcem.