Magia progu to jedna z tych starych sztuk, o których nikt już prawie nie mówi, bo wydają się zbyt proste, by mogły być prawdziwe. A jednak to właśnie próg był zawsze miejscem, gdzie świat widzialny stykał się z niewidzialnym. Nie drzwi, nie okno, tylko ta cienka linia pomiędzy — deska, kamień, rysa w ziemi — granica, którą przekraczasz codziennie, nie myśląc, że zostawiasz za sobą jeden świat i wchodzisz w drugi. Dawne szeptuchy wiedziały, że na progu nie wolno się kłócić, nie wolno płakać, ani żegnać zbyt długo, bo każda emocja, która zostaje na granicy, gubi właściciela. Na progu stawiano miseczki z mlekiem, chlebem, czasem solą — to nie były ofiary, tylko znaki, że człowiek pamięta o równowadze. Kapłanki w Egipcie, kiedy otwierały bramy świątyń, najpierw dotykały kamiennego progu, a potem czoła, mówiąc: „co było – zostaje za mną, co przychodzi – niech wejdzie czyste”. W Tybecie mnisi kładli u wejścia do klasztoru pas tkaniny, przez który przechodzili powoli, by odciąć z siebie kurz świata. A w polskich wsiach, gdy rodziło się dziecko, ojciec wnosił je przez próg, by duchy domowe je zobaczyły i zaakceptowały. Próg to moment pomiędzy – jeszcze nie w środku, już nie na zewnątrz. W magii znaczy dokładnie to, co w życiu – przejście. I każdy człowiek ma swój próg: między snem a jawą, między decyzją a jej skutkiem, między myślą a słowem. Jeśli przechodzisz przez próg świadomie, życie zaczyna się układać w rytm. Bo magia progu to sztuka pamiętania, że nic nie trwa wiecznie, ale każda zmiana może być święta, jeśli ją zauważysz.
MOTTO:
Niech każdy próg będzie lekki pod moimi stopami.Niech to, co stare, zostanie za mną w spokoju.Niech to, co nowe, przyjdzie cicho i zostanie ze mną w pokoju.