Magia lustra

Lustro od zawsze było czymś więcej niż taflą szkła. W jego głębi można było dostrzec nie tylko własne odbicie, ale i cienie tego, co ukryte. Ludzie wierzyli, że zwraca cudze spojrzenia, chroniąc dom przed zazdrością i złym słowem. Dlatego zawieszano je przy wejściu, by odbijało wszystko, co niechciane, a czasem noszono małe lusterka przy sobie jak tarcze, które broniły przed cudzą energią.

Ale lustro bywało też bramą. Czarownice siadały przed czarną taflą obsydianu i wpatrywały się w jej głębię tak długo, aż pojawiały się obrazy – symbole, sny, przyszłość. Tafla stawała się oknem do światów, które zwykłe oczy omijały.

Najbardziej jednak porusza stary zwyczaj, by zakrywać lustra, kiedy w domu ktoś odchodził. Wierzono, że dusza, zagubiona i szukająca drogi, mogłaby utknąć w szklanej powierzchni, jak w wodzie, i nie pójść dalej. Zakryte lustro dawało spokój zmarłemu i chroniło żywych przed spotkaniem ze spojrzeniem zza zasłony.

Mówią, że dawno temu pewna kobieta zapomniała zasłonić lustro po śmierci męża. W nocy zobaczyła w nim jego twarz – nie obok siebie, lecz w samej głębi szkła, jakby zza szyby wołał ją imieniem. Od tej pory w całej wiosce pamiętano, by zawsze przykrywać tafle. Bo lustro miało dwoistą naturę: chroniło przed złym spojrzeniem, ale mogło też zatrzymać duszę, jeśli zostawiło się je otwarte w niewłaściwym momencie.

I tak lustro do dziś pozostaje nauczycielem. Odbija to, kim jesteśmy, ale też przypomina, że światło i cień zawsze patrzą razem – i trzeba wiedzieć, kiedy odsłonić taflę, a kiedy ją ukryć.